Dzień trzeci. O 10:00 rano mieliśmy już rozbite namioty w lesie, 1 km od placu wielkiej bitwy.
Część z nas bitwę przespała. Powodów było kilka: ogólne zmęczenie (na licznikach 210 km), brak dobrego miejsca do oglądania inscenizacji bitwy oraz ponad 30 stopniowy upał. Sen wygrał z możliwością dostania udaru ;)
Od strony organizacyjnej impreza grunwaldzka okazała się być kompletną klapą. Kupno jakiegokolwiek jedzenia bądź picia wiązało się ze staniem w min. półgodzinnych kolejkach. W godzinnej kolejce staliśmy żeby się umyć. Bezpłatne prysznice (8 kabin na kilkanaście tysięcy osób) czynne były tylko do 19:30.
poniedziałek, 19 lipca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz